Stoję ubrana w kieckę w kolorze ecru. Właściwie nie biorę udziału w toczącej się dyskusji.
– Ja bym dała do tego pasek – Bożena wydyma usta, spoglądając na Magdę.
– Gdzie ja go mam? – pyta samą siebie.
W końcu przewiązuje mnie kawałkiem materiału w jaskrawym, limonkowym (!) kolorze. Błagalnie spoglądam na Magdę. Ale ta, patrząc mi prosto w oczy, kiwa głową na potwierdzenie, i wyrzuca z siebie wyzywająco:
– No!
Bożena nie dostrzega naszej wymiany spojrzeń. Kontynuuje:
– Przewiążemy tu – mówi i układa materiał tuż pod moim biustem.
– Bo tu kobieta jest najszczuplejsza – uśmiechając się związuje materiał z przodu.
– I co? – pyta Magdę.
– Myślę, że ok – odpowiada moja przyjaciółka uciekając przed jakimkolwiek kontaktem wzrokowym ze mną.
– A buty? – pytam, licząc, że „limonkowy” utrudni wybór i zmienimy kolor paska na bardziej ludzki.
Bożena chwilę przygląda się mojej osobie po czym rzuca do Magdy:
– Fuksja!
– O! To będzie super! – wyrywa się Magda.
Szybko przerabiam w myślach paletę kolorów. Ale tylko po to, by utwierdzić się nieodwracalnie, że pierwsze skojarzenie jest jedynym słusznym. Fuksja leży koło RÓŻOWEGO.
– Wiesz, taka klasyczna szpilka! Pięknie będzie, mówię Ci! – teraz już do mnie zwraca się Bożena, którą aż nosi z zachwytu do własnego pomysłu.
Buty do ślubu mają mieć kolor różowy. Moje buty na mój ślub…