– Widziałaś się z Bożeną? – na ekranie pojawia się wiadomość od Magdy. – Nie. Jeszcze nie, ale muszę jechać w tym tygodniu – odpisuję. – Ja byłam wczoraj. Siłą się powstrzymywałam, żeby nie kupić jakiejś kiecki! Tyle mnie to kosztowało, że w nagrodę kupiłam sobie książkę. Coś w końcu musiałam kupić, nie?! – Jestem pod wrażeniem moja droga. Jedną…
– Halo – Magda wreszcie odbiera. – Magda? – upewniam się. Bo ja znalazłam buty – mówię niepewnie do telefonu. – Taaak? Jakie buty? – pyta Magda tak, że mam wrażenie, iż kobieta za ladą widzi jak sarkazm cieknie po telefonie. – No do ślubu – syczę. – Ale Ty już masz buty do ślubu – cedzi przez zęby Magda.…
Ostatnie przygotowania do wyjazdu. Siedzę w pracy przewalając sterty papierów, odpowiadając na ostatnie maile i domykając tematy. Odliczam dni. Z zamyślenia wyrywa mnie dzwonek telefonu. Poszukiwanie aparatu zajmuje mi chwilę. O, jest wreszcie. Wibracje dochodzą spod segregatora. Dzwoni Sławka. Odbieram. W słuchawce słyszę informację, która mnie przewraca pod biurko. Wiedziałam, że nie będzie prosto, wiedziałam!!! Otóż Sławka właśnie mówi mi…
Bożena podsyła link do sklepu z butami. Buty, w kolorze już wiadomym, długo wiszą na monitorze. Magda zapewnia mnie, że jak mi się bardzo nie będą podobały, to kupię sobie drugie. Mimo to potrzebuję dwóch dni, aby przeklikać się przez sklep. I obiecuję sobie, że na wakacjach kupię sobie drugie buty. A nawet i trzecie! To niesamowite jak szybko działają…
Pomysł na to, żeby ubrać Sławkę do ślubu w zajebiście różowe buty bardzo mi się spodobał. Sama bym na to nie wpadła. Czad. Bożena ma genialny pomysł. Widzę jednak, że Sławka nie jest do końca przekonana. Bardzo widzę. Ostatnio uczę się czytania w myślach , więc bez trudu dociera do mnie komunikat wysyłany przez Sławkę drukowanymi literami: „NIE ZAŁOŻĘ RÓŻOWYCH…